Fundusze emerytalne kontra cykle koniunkturalneAutor: Grzegorz Zalewski, 8.03.2006 (tekst powstał w czerwcu 2002 roku)
Gdy w 1999 roku wystartowały fundusze emerytalne, wielu analityków uznało za pewnik, że ich istnienie doprowadzi do wzrostu cen akcji. Wystarczyło zsumować potencjalne aktywa funduszy, uwzględnić średnią wielkość obrotów na rynku akcji, aby ogłosić nieustającą hossę na rynku. Sprawa była tym bardziej oczywista, że moment startu pokrył się z falą wzrostową na rynku akcji. Ponad 10 procentowy wzrost indeksu miesiąc po rozpoczęciu działalności przez pierwsze OFE był tak oczywistym argumentem, że trudno było z nim polemizować. Co więcej, argumenty, na rzecz nieskończonej hossy wyglądały bardzo podobnie do tych, którym karmiła się bańka nowych technologii, od tej pory rynek miał wyglądać już zupełnie inaczej. Dotychczasowe zasady działania rynków miały odejść do lamusa wraz z systematycznymi zakupami dokonywanymi przez OFE. Cykle gospodarcze nie istnieją przecież przy nieograniczonym popycie. A tak pozornie wyglądała dla wielu obserwatorów rynku relacja OFE – rynek akcji. Oczywiście zwolennicy tezy, że fundusze emerytalne będą pchać kursy akcji coraz wyżej pisali o tym, że pierwsze oznaki słabnięcia koniunktury mogą pojawić się w momentach, gdy pierwsi emeryci zaczną pobierać pieniądze z kont w funduszach, perspektywa ta była jednak tak odległa, że nie należało sobie zawracać nią głowy.
Pierwsze otrzeźwienie, czy też może zawahanie przyszło już po czterech miesiącach od rozpoczęcia przez fundusze działalności. We wrześniu 1999 roku rynek akcji w Polsce doznał gwałtownego załamania. Fundusze emerytalne nie były w stanie przeciwstawić się gwałtownej wyprzedaży akcji, w konsekwencji której wartość indeksu spadła blisko 20 procent. Załamanie trwało jednak zaledwie miesiąc (gorączka internetowa dopiero zbliżała się do końca), więc zaraz potem pojawiło się tłumaczenie, które obowiązuje praktycznie do dziś. Winą za spadek koniunktury ponosi ZUS, który przelewa zbyt małe kwoty na konta funduszy emerytalnych. Nieważne, że te kwoty jak na nasz rynek akcji są i tak ogromne. Ważne, że takie tłumaczenie pasowało do raz postawionej już tezy. Poza tym spadek trwał zaledwie miesiąc. Przełom roku 1999/2000 odbył się w Polsce oraz na całym świecie pod hasłem “KUPUJ, cokolwiek co ma w nazwie “.com”, “e-“ lub zamierza wejść w nowy nieskończenie dochodowy biznes”. Fundusze emerytalne nie były ani trochę bardziej odpowiedzialne za tamtejszą hossę – kupowali wszyscy i prawie wszystko. Wreszcie w marcu 2000 lokomotywa uległa zatrzymaniu. Od tamtej pory indeks spadł około 50 procent. Ceny akcji niektórych spółek są jeszcze niżej. Liczba zwolenników hOFE-ssy systematycznie spada. Nastała nowa era – przelewy z ZUS. Granie pod informację o przelewach według relacji niektórych graczy było jeszcze jakiś czas temu całkiem dobrą strategią. W środowisku inwestorów utarły się wówczas anegdoty o zarządzających funduszami emerytalnymi, którzy po każdym większym przelewie z ZUS używają na swoich klawiaturach tylko klawisza “K” – kupuj. Byle szybko, byle więcej. Patrząc na zachowanie niektórych spółek, nie da się ukryć, że jest tu jakaś część prawdy. Niestety tych spółek jest bardzo mało. Większość funduszy emerytalnych skupiło się na spółkach najważniejszych tzw. “blue chips”. Mniejsze OFE próbują kupować spółki małe i średnie, jednak w portfelach przeważają akcje TP S.A., PEKAO, PKN Orlen i KGHM. No i do niedawna Elektrim. Przypadek Elektrimu pokazał, że cykle na giełdach będą jednak mimo wszystko obowiązywać. OFE nie są w stanie zapobiec bankructwom przedsiębiorstw, bowiem są one nieodłączną częścią kapitalizmu. Im większa spółka będzie miała kłopoty, tym większa będzie nerwowość wśród zarządzających, gdy tylko wokół firm przez nich posiadanych będzie robiło się gorąco.
Reforma emerytalna w Polsce opiera się na koncepcji wprowadzonej znacznie wcześniej w Chile. System chilijski ma w tej chwili nieco ponad dwadzieścia lat. W 1998 aktywa chilijskich funduszy wyniosły 31 mld $. Kapitalizacja rynku akcji wyniosła zaś 52 mld.$, na trzech giełdach notowanych jest ponad 400 akcji. Fundusze mają ok. 20 procentowy udział w rynku akcji. Główny indeks giełdy w Santiago (największej w Chile) - IGPA - liczony jest od grudnia 1980. Wówczas jego wartość wyniosła 100 pkt. Dziś jest to około 5200 pkt. Wzrost ponad 5000 proc. Jednak zdecydowana część tego wzrostu odbyła się w latach osiemdziesiątych, gdy hossa objęła większość rynków światowych. Od początku lat osiemdziesiątych do dziś indeks S&P500, reprezentujący największe spółki amerykańskie wzrósł blisko 700 proc (a w szczycie hossy było to jeszcze więcej). Choć wynik ten nie jest tak imponujący, to należy pamiętać, że Chile było rynkiem rozwijającym, a te zgodnie z zasadą rosną znacznie bardziej. Co więcej w czasie tej hossy zdarzały się kilkunasto, a nawet kilkudziesięcioprocentowe spadki cen akcji, którym nie zapobiegły chilijskie fundusze emerytalne. Dotychczasowe maksimum indeks IGPA przypadło na rok 1995. Przez 3 kolejne lata spadł ponad 50 procent. W 1999 roku rynek chilijski również doświadczył internetowej hossy. Indeks wzrósł o ponad 80 procent, ale nie zdołał pokonać maksimum. Kac po bańce internetowej był w tym przypadku znacznie mniejszy niż na innych giełdach światowych – od 2000 roku indeks waha się w przedziale 4500 – 5500 pkt. Ostatnie trzy miesiące to stagnacja podobna do tej na naszym rynku. Oczywiście można by powiedzieć, że hossa z początku systemu emerytalnego w Chile ma szansę powtórzyć się w Polsce. Nie wydaje się jednak, by było to możliwe tylko przy pomocy OFE. Nasz rynek nie jest wyizolowanym ogródkiem, na którym jest tylko kupujący. Działa na niego sytuacja makroekonomiczna w Polsce oraz na świecie. Mówienie o korelacji naszej giełdy z giełdą chilijską może wydawać się absurdem. Z pewnością jednak pewne wydarzenia wpływają na oba te rynki. Ani fundusze emerytalne w Polsce, ani w Chile nie są w stanie zapobiec spadkom, jeśli następują niekorzystne zmiany w gospodarce. Zdecydowanie warto o tym pamiętać.
Cytaty wykorzystane w tekście pochodzą z książki “Ksiega bessy” J.Rothchilda i są to fragmenty tekstów z prasy amerykańskiej z roku 1968 (dwa pierwsze) oraz 1996 (ostatni) .
Dodaj komentarz |