Gieł­da to pre­cy­zyj­ny czuj­nik kon­iun­ktu­ry go­spo­dar­czej

Autor: Tomasz Hońdo

Kur­sy ak­cji na dłuż­szą me­tę nie tyl­ko za­le­żą od sy­tua­cji ma­kro­e­ko­no­mi­cznej, ale re­a­gu­ją na jej zmia­ny, na dłu­go za­nim zda­je so­bie z nich spra­wę wię­k­szość eks­per­tów

 

Na pier­wszy rzut oka zmia­ny kur­sów ak­cji i in­dek­sów gieł­do­wych mo­gą wy­da­wać się przy­pad­ko­we. Emo­cje, któ­re na kró­t­ką me­tę rzą­dzą gieł­dą, mo­gą spra­wiać wra­że­nie, że jest to po­le do po­pi­su dla ha­zar­dzi­stów, a roz­są­dne ana­li­zy są nie­wie­le war­te. Jak wy­tłu­ma­czyć fakt, że kur­sy ak­cji po­tra­fią ska­kać po kil­ka­dzie­siąt pro­cent dzien­nie? Prze­cież "re­al­na" war­tość przed­się­biorstw nie­zwyk­le rzad­ko zmie­nia się z dnia na dzień.

W na­tło­ku bie­żą­cych wy­da­rzeń mo­że się wy­da­wać, że da­ne do­ty­czą­ce go­spo­dar­ki nie prze­kła­da­ją się w sy­s­te­ma­ty­czny spo­sób na no­to­wa­nia ak­cji. Je­ś­li ob­ser­wu­je się ry­nek przez kil­ka­na­ście mie­się­cy, nie­trud­no za­u­wa­żyć, że raz te sa­me da­ne sta­ty­sty­czne po­tra­fią wy­wo­łać eu­fo­rię, a in­nym ra­zem in­we­sto­rzy prze­cho­dzą wo­bec nich obo­jęt­nie.

Emo­cje na kró­t­ką me­tę, sil­na za­leż­ność w per­spek­ty­wie mie­się­cy

Je­ś­li je­dnak za­pom­nieć na chwi­lę o krót­ko­ter­mi­no­wych wa­ha­niach no­to­wań i la­wi­nie in­for­ma­cji nie­u­stan­nie "bom­bar­du­ją­cych" in­we­sto­rów, i spo­jrzeć na gieł­dę z wię­k­sze­go dy­stan­su, oka­zu­je się, że nie jest to, by­naj­mniej, ka­sy­no, lecz me­cha­nizm ste­ro­wa­ny przez zmia­ny za­cho­dzą­ce w go­spo­dar­ce. Klu­czo­we jest to, że kon­iun­ktu­ra ma­kro­e­ko­no­mi­czna nie zmie­nia się z dnia na dzień, lecz jest to pro­ces roz­ło­żo­ny na wie­le mie­się­cy.

Aby zob­ra­zo­wać za­leż­ność łą­czą­cą kon­dy­cję go­spo­dar­ki z kur­sa­mi ak­cji, od­wo­łaj­my się do je­d­ne­go z pod­sta­wo­wych pa­ra­me­trów ma­kro­e­ko­no­mi­cznych - zmian pro­duk­cji prze­mys­ło­wej. W po­ró­w­na­niu z naj­waż­niej­szym wskaź­ni­kiem kon­iun­ktu­ry - zmia­na­mi PKB - da­ne o pro­duk­cji ma­ją tę za­le­tę, że GUS po­da­je je co mie­siąc, czy­li sto­sun­ko­wo czę­sto. Jak się oka­zu­je, is­t­nie­je sil­na za­leż­ność mię­dzy zmia­na­mi pro­duk­cji a zmia­na­mi in­dek­su WIG, obe­jmu­ją­ce­go wię­k­szość spó­łek no­to­wa­nych na GPW.

Za­leż­ność tę do­strzec moż­na, pod­da­jąc da­ne od­po­wie­dniej ob­rób­ce. Po pier­wsze, nie war­to przy­glą­dać się zmia­nom pro­duk­cji prze­mys­ło­wej w uję­ciu mie­się­cznym (w sto­sun­ku do po­prze­d­nie­go mie­sią­ca), po­nie­waż tak kró­t­ka per­spek­ty­wa po­wo­du­je tzw. szum in­for­ma­cyj­ny, zna­cznie za­ciem­nia­jąc ob­raz.

Lep­sze roz­wią­za­nie to ana­li­za da­nych ro­cznych (zmian rok do ro­ku). Na­wet wte­dy je­dnak moż­na od­nieść wra­że­nie, że pro­duk­cja prze­mys­ło­wa za­cho­wu­je się nie­co chao­ty­cznie - je­d­ne­go mie­sią­ca ro­czna jej zmia­na po­trafi prze­kra­czać 15 proc., by na­stę­p­ne­go mie­sią­ca spaść do 2 proc. Dal­sza ob­rób­ka da­nych mo­że w tej sy­tua­cji po­le­gać na ich "wy­gła­dze­niu". Naj­pro­ściej zro­bić to, ob­li­cza­jąc np. 3-mie­się­czną śre­dnią. W ten spo­sób otrzy­mu­je­my śre­dnią ro­czną zmia­nę pro­duk­cji prze­mys­ło­wej w osta­t­nich 3 mie­sią­cach.

Ta­ka pro­sta ma­te­ma­ty­czna ope­ra­cja ma wiel­ką za­le­tę - "wy­gła­dzo­ne" zmia­ny pro­duk­cji po­ru­sza­ją się w sta­bil­nych, dłu­go­trwa­łych tren­dach, na któ­re de­cy­du­ją­ce­go wpły­wu nie ma­ją wa­ha­nia w po­je­dyn­czych mie­sią­cach. Kal­ku­la­cje te moż­na po­ró­w­nać do og­lą­da­nia mro­wis­ka. Je­ś­li pa­trzy­my z bar­dzo blis­ka, wi­dzi­my je­dy­nie po­ru­sza­ją­cą się chao­ty­cznie mrów­kę. Je­ś­li spo­jrzy­my z od­po­wie­dniej per­spek­ty­wy, do­strze­że­my, że ta mrów­ka to ele­ment spra­w­nie fun­kcjo­nu­ją­ce­go me­cha­niz­mu.

WIG w rytm pro­duk­cji prze­mys­ło­wej

Tak "ob­ro­bio­ne" da­ne do­ty­czą­ce pro­duk­cji prze­mys­ło­wej moż­na po­ró­w­nać z in­dek­sem WIG, któ­ry ró­w­nież na­le­ży prze­li­czyć w ta­ki sam spo­sób (tzn. ob­li­czyć je­go ro­czne zmia­ny, a póź­niej 3-mie­się­czną śre­dnią z tych zmian). Rzut oka na wy­kres, na któ­ry na­nie­sio­ne zo­sta­ły wszy­s­t­kie te ob­li­cze­nia obe­jmu­ją­ce osta­t­nie 12 lat, nie po­zo­sta­wia już wąt­pli­wo­ści. Pod­sta­wo­wa re­gu­ła jest pro­sta - im wy­ż­sza ro­czna zmia­na pro­duk­cji prze­mys­ło­wej, tym wy­ż­sza ro­czna zmia­na WIG-u. Wnios­ków, któ­re moż­na wy­cią­g­nąć na pod­sta­wie ta­kie­go ze­sta­wie­nia, jest je­sz­cze wię­cej i rzu­ca­ją one świa­tło na to, ja­kie czyn­ni­ki rzą­dzą gieł­dą na dłuż­szą me­tę. Wi­dać choć­by, że za­ró­wno pro­duk­cja, jak i WIG po­ru­sza­ją się w tych sa­mych wie­lo­mie­się­cznych tren­dach. To z ko­lei oz­na­cza, że pun­kty prze­ło­mo­we w ra­mach tych tren­dów są zbież­ne za­ró­wno w go­spo­dar­ce, jak i na gieł­dzie.

Co wię­cej, tren­dy te uk­ła­da­ją się w dość re­gu­lar­ny cykl ko­niun­ktu­ral­ny. Je­ś­li cho­dzi o pro­duk­cję, szczy­ty te­go cyk­lu przy­pad­ły do tej po­ry na czer­wiec 1997 r., gru­dzień 1999 r., kwie­cień 2004 r. oraz czer­wiec 2006 r. Do­tych­cza­so­we do­łki kon­iun­ktu­ry w prze­myś­le przy­pad­ły z ko­lei na lu­ty 1999 r., lu­ty 2002 r. oraz maj 2005 r. Jak więc wi­dać, ko­lej­ne skraj­ne pun­kty w ra­mach po­wta­rza­ją­ce­go się cyk­lu wy­pa­da­ją co kil­ka lat.

Pra­wid­ło­wo­ści te to nie tyl­ko teo­re­ty­czna cie­ka­wo­stka. Ich zna­jo­mość mo­że sta­no­wić pod­sta­wę dłu­go­fa­lo­wej stra­te­gii in­we­sty­cyj­nej. Rzut oka na wy­kres su­ge­ru­je, że w prze­szło­ści op­ła­ca­ło się ku­po­wać ak­cje nie wte­dy, gdy kon­iun­ktu­ra go­spo­dar­cza od wie­lu mie­się­cy by­ła bar­dzo po­myś­lna, lecz wte­dy, gdy od da­w­na się po­gar­sza­ła. Prze­pro­wa­dzi­liś­my pro­stą sy­mu­la­cję - za­łóż­my, że ko­szyk ak­cji zgo­d­ny ze skła­dem WIG-u ku­po­wa­liś­my za­wsze, gdy śre­dnia ro­czna zmia­na pro­duk­cji prze­mys­ło­wej w osta­t­nich 3 mie­sią­cach wy­nios­ła po­ni­żej mi­nus 1 proc. Ak­cji po­zby­wa­liś­my się z ko­lei, gdy ten sam wskaź­nik prze­kro­czył plus 14 proc. (po­nie­waż da­ne o pro­duk­cji po­da­wa­ne są z opóź­nie­niem, za­łóż­my, że trans­ak­cje prze­pro­wa­dza­liś­my na ko­niec ko­lej­ne­go mie­sią­ca).

Po­wta­rza­jąc ta­kie ope­ra­cje przez osta­t­nie 10 lat, ka­ż­de 100 zł po­mno­ży­li­byś­my do 380 zł (czy­li śre­dnio po­nad 14 proc. ro­cznie), ustrze­ga­jąc się przy tym przed de­struk­ty­wnym dzia­ła­niem nie­u­chron­nej bes­sy. Jak więc wi­dać, na dłuż­szą me­tę gieł­da to nie ru­let­ka. Po­nie­waż gieł­da po­ru­sza się w cyk­lu ra­zem z go­spo­dar­ką, to prę­dzej czy póź­niej mu­si na­dejść dno ko­lej­nej fa­zy cyk­lu, a póź­niej fa­za wzro­sto­wa, czy­li hos­sa.

Gieł­da wy­prze­dza eko­no­mi­stów

Z te­go wy­ni­ka ko­lej­ny wnio­sek. Tak jak to po­twier­dzi­ły wy­da­rze­nia z osta­t­nich kil­ku­na­stu mie­się­cy, bes­sa za­czy­na się nie w mo­men­cie, gdy sy­tua­cja w go­spo­dar­ce jest już kiep­ska i moż­na mó­wić o re­ce­sji, ale wte­dy, kie­dy do­pie­ro po­ja­wia­ją się pier­wsze pęk­nię­cia w spra­w­nie fun­kcjo­nu­ją­cym do­tąd me­cha­niz­mie eko­no­mi­cznym. Kie­dy zaś da­ne go­spo­dar­cze po­twier­dza­ją re­ce­sję, bes­sa czę­sto jest już w eta­pie schył­ko­wym. Stąd bie­rze się po­pu­lar­ne stwier­dze­nie, że gieł­da dys­kon­tu­je (wy­prze­dza) wy­da­rze­nia w go­spo­dar­ce.

Z te­go sa­me­go po­wo­du bar­dzo ogra­ni­czo­ne zna­cze­nie dla in­we­sto­rów gieł­do­wych ma­ją pro­gno­zy eko­no­mi­stów, po­nie­waż po­do­b­nie jak ofi­cjal­ne da­ne go­spo­dar­cze, za­zwy­czaj po­dą­ża­ją one za kur­sa­mi ak­cji. Wi­dać to na przy­kła­dzie sza­cun­ków Mię­dzy­na­ro­do­we­go Fun­du­szu Wa­lu­to­we­go, któ­ry dwa ra­zy w ro­ku (w kwiet­niu i w paź­dzier­ni­ku lub wrześ­niu) po­da­je swo­je pro­gno­zy dla po­szcze­gól­nych kra­jów, w tym dla Pol­ski. Z dzi­siej­szej per­spek­ty­wy wi­dać, że MFW za­czął ła­go­d­nie ob­ni­żać ocze­ki­wa­ne tem­po wzro­stu PKB do­pie­ro w kwiet­niu 2008 r. (wów­czas eks­per­ci fun­du­szu prze­wi­dy­wa­li, że wzrost PKB Pol­ski spa­dnie z 4,9 proc. w 2008 r. do 4,5 proc. w 2009 r.)., kie­dy WIG miał już za so­bą spa­dek o 30 proc., li­cząc od szczy­tu w lip­cu 1997 ro­ku. Ko­lej­na re­wiz­ja pro­gnoz w dół mia­ła miej­sce w paź­dzier­ni­ku 2008 r. (do 3,8 proc. w 2009 r.), kie­dy bes­sa za­bra­ła już 60 proc. war­to­ści WIG-u, li­cząc od szczy­tu. Dziś na­wet to tem­po roz­wo­ju wy­da­je się ma­ło praw­do­po­dob­ne.

Pa­ra­dok­sal­nie, w pier­wszych mie­sią­cach bes­sy, prze­wi­dy­wa­nia eko­no­mi­stów na ogół by­ły je­sz­cze op­ty­mi­sty­czne. W paź­dzier­ni­ku 2007 r. MFW pro­gno­zo­wał wzrost PKB w 2007 r. na 6,6 proc., a w 2008 r. co pra­w­da ni­żej, ale wciąż na 5,3 proc. Cho­dzi nie o to, że te pro­gno­zy się nie spraw­dzi­ły, ale o to, że za­nim sza­cun­ki za­czę­ły wy­bie­gać wy­star­cza­ją­co da­le­ko w przy­szłość (w rok 2009), gieł­da za­czę­ła dys­kon­to­wać pe­sy­mi­sty­czny sce­na­riusz. To mog­ło po­tę­go­wać po­wie­rzcho­wne od­czu­cie, że zmia­ny kur­sów ak­cji ma­ją nie­wie­le wspól­ne­go z rze­czy­wi­sto­ścią i są efek­tem je­dy­nie pa­ni­ki na ryn­kach fi­nan­so­wych za ocea­nem. Z cza­sem oka­za­ło się, że spra­wa jest du­żo bar­dziej skom­pli­ko­wa­na.

Kur­sy ak­cji źród­łem traf­nych pro­gnoz

Pod­czas gdy pro­gno­zy eko­no­mi­czne dla in­we­sto­rów ma­ją ogra­ni­czo­ną uży­te­czność (po­twier­dza­ją pa­nu­ją­ce ten­den­cje, ale za­zwy­czaj nie są w sta­nie wy­star­cza­ją­co szyb­ko za­syg­na­li­zo­wać ich od­wró­ce­nia), to gieł­dę sa­mą w so­bie moż­na trak­to­wać ja­ko pro­gno­zę kon­iun­ktu­ry go­spo­dar­czej. Na pod­sta­wie omó­wio­nych wcze­ś­niej da­nych moż­na zna­leźć bar­dzo pro­ste za­leż­ności. Po­no­w­nie od­wo­łaj­my się do wspo­mnia­nej już śre­dniej ro­cznej zmia­ny pro­duk­cji prze­mys­ło­wej oraz WIG-u w ko­lej­nych trzech mie­sią­cach (dla up­ro­szcze­nia wskaź­ni­ki te na­zwij­my od­po­wie­d­nio uś­re­dnio­ną dy­na­mi­ką pro­duk­cji oraz uś­re­dnio­ną dy­na­mi­ką WIG-u).

W mi­nio­nych 12 la­tach spraw­dza­ła się pro­sta re­gu­ła, mó­wią­ca, że za ka­ż­dym ra­zem, gdy uś­re­dnio­na dy­na­mi­ka WIG-u spa­da po­ni­żej 40 proc. (nie­za­leż­nie od te­go, jak wy­so­ka wcze­ś­niej by­ła), oka­zy­wa­ło się to za­po­wie­dzią nad­cho­dzą­ce­go spo­wol­nie­nia go­spo­dar­cze­go. Ta­ka sy­tua­cja zda­rzy­ła się czte­ry ra­zy: w ma­ju 1997 r., ma­ju 2000 r., sier­pnia 2004 r. oraz w czer­wcu 2006 r. W trzech pier­wszych przy­pad­kach w cią­gu 8-18 ko­lej­nych mie­się­cy uś­re­dnio­na dy­na­mi­ka pro­duk­cji zna­laz­ła się po­ni­żej ze­ra (co po­zwa­la­ło mó­wić o re­ce­sji w prze­myś­le). Bar­dziej pre­cy­zyj­na jest in­na za­leż­ność - po spad­ku uś­re­dnio­nej dy­na­mi­ki WIG-u po­ni­żej 40 proc., w cią­gu ko­lej­nych 12 mie­się­cy uś­re­dnio­na dy­na­mi­ka pro­duk­cji ob­ni­ży­ła się w ka­ż­dym z czte­rech przy­pad­ków. Śre­dni spa­dek wy­niósł 5,6 pkt proc., mi­ni­mal­ny - 4,4 pkt proc., a mak­sy­mal­ny - 7,1 pkt proc.

Zmia­ny kur­sów w osta­t­nich 12 la­tach prze­wi­dy­wa­ły traf­nie zre­sztą nie tyl­ko spo­wol­nie­nie go­spo­dar­cze czy re­ce­sję, ale ró­w­nież póź­niej­sze oży­wie­nie. Za ka­ż­dym ra­zem, gdy uś­re­dnio­na dy­na­mi­ka WIG-u po­wró­ci­ła po­wy­ż­ej -10 proc., w ko­lej­nych 12 mie­sią­cach uś­re­dnio­na dy­na­mi­ka pro­duk­cji prze­mys­ło­wej pod­sko­czy­ła o 5,9-17,1 pkt proc.

Gieł­da spraw­dza się więc bar­dzo do­b­rze w ro­li pro­gno­sty­ka kon­iun­ktu­ry go­spo­dar­czej, mi­mo że na pier­wszy rzut oka mo­że spra­wiać wra­że­nie chao­su. No­to­wa­nia ak­cji wy­sy­ła­ją syg­na­ły za­po­wia­da­ją­ce zmia­ny w go­spo­dar­ce na dłu­go, za­nim do­strze­że to wię­k­szość eko­no­mi­stów. Z te­go pro­ste­go po­wo­du ewen­tual­ne in­for­ma­cje o tym, że ko­lej­ne in­sty­tu­cje znów ob­ni­ża­ją pro­gno­zy wzro­stu go­spo­dar­cze­go Pol­ski, nie po­win­ny ro­bić wra­że­nia na in­we­sto­rach. Hos­sa za­cznie się za­pe­wne w mo­men­cie, gdy pro­gno­zy wciąż bę­dą pe­sy­mi­sty­czne.

Kryzysy tylko chwilowo zmniejszają liczbę debiutów

Kon­iun­ktu­ra go­spo­dar­cza prze­kła­da się nie tyl­ko na zmia­ny kur­sów no­to­wa­nych już na gieł­dzie ak­cji, ale ma też bez­po­śre­dni wpływ na li­cz­bę spó­łek chęt­nych do za­de­biu­to­wa­nia na par­kie­cie. Na me­cha­nizm ten skła­da się kil­ka czyn­ni­ków. Po pier­wsze, w cza­sie bes­sy, gdy in­we­sto­rzy po­zby­wa­ją się ak­cji, bra­ku­je chęt­nych do za­ku­pu wa­lo­rów sprze­da­wa­nych przez de­biu­tu­ją­ce fir­my. Mniej­szy po­pyt zmu­sza de­biu­tu­ją­ce spó­łki do ob­ni­ża­nia ce­n w ofer­tach pub­li­cznych. To z ko­lei od­stra­sza in­ne fir­my, któ­re nie za­wsze chcą sprze­dawać ak­cje po nis­kich ce­nach. Na to na­kła­da się fakt, że w cza­sie spo­wol­nie­nia go­spo­dar­cze­go przed­się­bior­stwa ra­czej sta­ra­ją się "utrzy­mać na po­wie­rzchni", niż pro­wa­dzić eks­pan­sję, spa­da li­cz­ba no­wo za­wią­zy­wa­nych firm, zwięk­sza się li­cz­ba ban­kructw. Te po­wo­dy za­de­cy­do­wa­ły np. o tym, że pod­czas gdy w cza­sach bar­dzo szyb­kie­go roz­wo­ju go­spo­dar­cze­go li­cz­ba spó­łek na gieł­dzie po­tra­fi­ła się ro­cznie zwięk­szać o 60, a na­wet wię­cej (tak by­ło w 2007 r., a tak­że w 1997 r.), to w cza­sie stag­na­cji go­spo­dar­czej lub do­pie­ro po­ja­wia­ją­ce­go się oży­wie­nia notowanych przedsiębiorstw ubyło (13 w 2002 r. oraz 14 w 2003 r.). Po­cie­sza­ją­ce jest je­dnak, że spa­dek li­cz­by no­to­wa­nych firm był do tej po­ry na ty­le in­cy­den­tal­ny i nie­wiel­ki, że gro­no spó­łek na GPW przez osta­t­nie 10 lat nie­mal się po­dwoi­ło - mi­mo że w tym cza­sie ryn­ka­mi fi­nan­so­wy­mi pa­ro­kro­t­nie wstrzą­sa­ły kry­zy­sy.

Dlaczego zmiany kursów są tak duże?

Jak wy­jaś­nić fakt, że kur­sy ak­cji zmie­nia­ją się po kil­ka­dzie­siąt pro­cent, pod­czas gdy wa­ha­nia pro­duk­cji prze­mys­ło­wej za­wie­ra­ją się naj­czę­ściej w prze­dzia­le kil­ku­na­stu pro­cent, nie mó­wiąc już o tym, że zmia­ny PKB wy­no­szą w skraj­nych przy­pad­kach po kil­ka pro­cent? Od­po­wie­dzią jest tzw. dźwig­nia ope­ra­cyj­na, któ­ra zmia­ny w go­spo­dar­ce prze­kła­da na wy­ni­ki fi­nan­so­we przed­się­biorstw. Wy­ob­raź­my so­bie, że przy­kła­do­wa spó­łka ma przy­cho­dy 100 mln zł, ko­sz­ty zmien­ne (np. wy­dat­ki na su­row­ce do pro­duk­cji) ró­w­ne 70 mln zł, a ko­sz­ty sta­łe (np. za wy­na­jem nie­ru­cho­mo­ści) na po­zio­mie 20 mln zł, co da­je zysk ró­w­ny 10 mln zł.

Zo­ba­czmy, co się sta­nie, gdy na sku­tek po­gor­sze­nia kon­iun­ktu­ry go­spo­dar­czej i kur­cze­nia się po­py­tu na pro­du­k­ty tej fir­my jej przy­cho­dy skur­czą się o 10 proc. (do 90 mln zł). Na­wet je­ś­li za­ło­ży­my, że ko­sz­ty zmien­ne ró­w­nież zma­le­ją o 10 proc. (do 63 mln zł), to zysk zma­le­je nie o 10 proc., lecz aż o 30 proc. (w prak­ty­ce spa­dek mo­że być je­sz­cze wię­k­szy ze wzglę­du na ko­sz­ty fi­nan­so­we). Ten me­cha­nizm zwie­lo­krat­nia­ją­cy zmia­ny zy­s­ków dzia­ła też w dru­gą stro­nę, gdy po­wra­ca lep­sza kon­iun­ktu­ra go­spo­dar­cza. W na­szej przy­kła­do­wej spó­łce wzrost przy­cho­dów i ko­sz­tów zmien­nych o 10 proc. za­o­wo­co­wał­by sko­kiem zy­s­ku ró­w­nież o 30 proc.

Tekst pochodzi z zasobów "Gazety Giełdy Parkiet"


dodajdo.com
Dodaj komentarz Dodaj komentarz
Artykuły Artykuły
Pokrewne Pokrewne