Kontrakty terminowe, czyli jak zarabiać na spadku kursów

Autor: Tomasz Hońdo

Kontrakty terminowe to najprostszy, a czasem jedyny sposób na zarabianie bez względu na koniunkturę na rynkach finansowych

Mog­ło­by się wy­da­wać, że w do­bie dłu­go­trwa­łe­go kry­zy­su na ryn­kach fi­nan­so­wych, kie­dy spa­da­ją ce­ny nie­mal wszy­s­t­kich ak­ty­wów (ak­cji, su­row­ców, nie­ru­cho­mo­ści, a czę­sto na­wet ob­li­ga­cji), je­dy­nym spo­so­bem na po­mno­że­nie pie­nię­dzy jest lo­ka­ta ban­ko­wa. Bez­pie­czeń­stwo wią­żą­ce się z ta­ką for­mą lo­ko­wa­nia nad­wy­żek fi­nan­so­wych (gwa­ran­cje dla de­po­zy­tów) jest z pe­w­no­ścią za­le­tą, lecz trud­no ocze­ki­wać po lo­ka­cie ban­ko­wej du­żych czy tym bar­dziej spek­ta­ku­lar­nych zy­s­ków. Czy jest al­ter­na­ty­wa?

Na gieł­dzie za­ra­biać moż­na na­wet w cza­sie po­wsze­chne­go kry­zy­su, ja­ki na­stał w 2008 ro­ku. Je­d­nym ze spo­so­bów jest in­we­sto­wa­nie "pod" spa­dek no­to­wań - przy wy­ko­rzy­sta­niu in­stru­men­tów po­cho­dnych.. Naj­pro­ściej stra­te­gię ta­ką moż­na zrea­li­zo­wać za po­mo­cą kon­trak­tów ter­mi­no­wych (zwa­nych też fu­tu­res). Ot­wie­ra­jąc kró­t­ką po­zy­cję w kon­trak­cie in­we­sto­rzy za­ra­bia­ją wów­czas, gdy ce­na in­stru­men­tu ba­zo­we­go dla fu­tu­res spa­da -zy­s­ki są wprost pro­por­cjo­nal­ne do ska­li tych spad­ków.. Oczy­wi­ście, moż­na też ana­lo­gi­cznie za­ra­biać na wzro­ście no­to­wań ak­cji i in­dek­sów, ot­wie­ra­jąc dłu­gie po­zy­cje. W cza­sie de­kon­iun­ktu­ry zda­rza­ją się prze­cież ko­rek­ty, od­bi­cia cen. A po­za tym - bes­sa nie jest wie­czna.

W cza­sie bes­sy pie­nią­dze "wy­pa­ro­wu­ją" z ryn­ku ak­cji - kur­czy się war­tość ryn­ko­wa przed­się­biorstw. Mó­wiąc ob­ra­zo­wo, go­tów­ka za­in­we­sto­wa­na w ak­cje zni­ka wraz ze spad­kiem kur­sów (je­d­ną z kon­sek­wen­cji jest kur­cze­nie się za­so­bów pie­nią­dza w go­spo­dar­ce i zmniej­sze­nie wy­dat­ków kon­su­men­tów). W przy­pad­ku kon­trak­tów ter­mi­no­wych ta­kie zja­wis­ko nie wy­stę­pu­je. Spa­dek kur­su fu­tu­res oz­na­cza, że pie­nią­dze z ryn­ku nie zni­ka­ją, lecz je­dy­nie prze­cho­dzą z rąk do rąk - od po­sia­da­czy dłu­gich po­zy­cji do po­sia­da­czy kró­t­kich po­zy­cji. W prze­ci­wień­stwie do ak­cji, kon­trak­ty ter­mi­no­we są tzw. grą o su­mie ze­ro­wej. Kon­trak­ty sta­no­wią umo­wę po­mię­dzy dwo­ma ucze­stni­ka­mi ryn­ku (o prze­ci­w­nych opi­niach na te­mat kon­iun­ktu­ry gieł­do­wej), a za­tem ty­le, ile je­den z nich za­ro­bił, dru­gi mu­siał stra­cić.

Nic więc dzi­wne­go, że w do­bie bes­sy kon­trak­ty ter­mi­no­we nie po­pa­da­ją w za­pom­nie­nie, prze­ci­w­nie - cie­szą się ro­s­ną­cym za­in­te­re­so­wa­niem. W kul­mi­na­cyj­nym mo­men­cie pa­ni­ki na świa­to­wych ryn­kach, w paź­dzier­ni­ku 2008 r., li­cz­ba ot­war­tych po­zy­cji w fu­tu­res na in­deks WIG20 prze­kra­cza­ła 70 tys. (co oz­na­cza, że is­t­nia­ło ot­war­tych 70 tys. po­zy­cji kró­t­kich i ty­le sa­mo dłu­gich). Po­pu­lar­ność kon­trak­tów ter­mi­no­wych prak­ty­cznie by­ła ta­ka sa­ma, jak w szczy­cie hos­sy rok wcze­ś­niej!

Is­tot­ny dla in­we­sto­rów jest fakt, że w prze­ci­wień­stwie do ak­cji, ot­war­cie po­zy­cji w kon­trak­cie (bez wzglę­du na to, czy kró­t­kiej, czy dłu­giej) wy­ma­ga dys­po­no­wa­nia je­dy­nie ułam­kiem je­go war­to­ści. Do­kła­dny pro­cent, ja­ki mu­si po­sia­dać in­we­stor na ra­chun­ku, za­le­ży od re­gu­la­cji Kra­jo­we­go De­po­zy­tu Pa­pie­rów War­to­ścio­wych. W przy­pad­ku fu­tu­res na WIG20 uła­mek ten (zwa­ny de­po­zy­tem za­bez­pie­cza­ją­cym) nie prze­kra­cza na ogół kil­ku­na­stu pro­cent war­to­ści kon­trak­tu.

Z ko­lei war­tość fu­tu­res bez­po­śre­dnio za­le­ży od je­go kur­su (w przy­pad­ku kon­trak­tów na WIG20 war­tość in­stru­men­tu wy­ni­ka z po­mno­że­nia je­go kur­su przez mnoż­nik ró­w­ny 10 zł). W cza­sie bes­sy kurs spa­da w ślad za WIG20, tak więc ma­le­je też war­tość ka­ż­de­go kon­trak­tu, a więc i kwo­ta wy­ma­ga­ne­go de­po­zy­tu za­bez­pie­cza­ją­ce­go (przy za­ło­że­niu, że nie zmie­nia­ją się re­gu­la­cje KDPW). In­ny­mi sło­wy, bes­sa spra­wia, że fu­tu­res sta­ją się co­raz bar­dziej do­stęp­ne. Przy­kła­do­wo, w po­ło­wie li­s­to­pa­da de­po­zyt od kon­trak­tów na WIG20 wy­no­sił 10,8 proc., war­tość zaś ka­ż­de­go fu­tu­res by­ła ró­w­na oko­ło 17 tys. zł. W kon­sek­wen­cji, aby ot­wo­rzyć po­zy­cję, wy­star­czy­ło nie­co po­nad 1,8 tys. zł.

In­na za­le­ta fu­tu­res to moż­li­wość za­bez­pie­cza­nia port­fe­la ak­cji. In­ny­mi sło­wy, zy­s­ki z ot­war­cia kró­t­kich po­zy­cji mo­gą zre­kom­pen­so­wać stra­ty z ak­cji, któ­rych in­we­sto­rzy nie chcą po­zbyć się z róż­nych po­wo­dów (np. li­czą na re­gu­lar­ne dy­wi­den­dy). Pro­wiz­je mak­ler­skie pła­co­ne od trans­ak­cji kon­trak­ta­mi są niż­sze niż pro­wiz­je, ja­kie trze­ba by za­pła­cić za sprze­daż, a póź­niej od­ku­pie­nie ca­łe­go port­fe­la ak­cji.

Przy­kład trans­ak­cji na ryn­ku fu­tu­res

Kon­trak­ty ter­mi­no­we to naj­pro­stszy i naj­bar­dziej przy­stęp­ny in­stru­ment po­cho­dny. Na war­szaw­skiej gieł­dzie naj­wię­k­szą po­pu­lar­no­ścią cie­szą się fu­tu­res na in­deks WIG20. Zo­ba­czmy, ja­kie by­ły­by zy­s­ki z przy­kła­do­wej stra­te­gii za­kła­da­ją­cej grę na spad­ki. Za­łóż­my, że in­we­stor ot­wo­rzył 6 paź­dzier­ni­ka 2008 r. kró­t­ką po­zy­cję, wie­rząc w to, że usta­no­wie­nie przez WIG20 no­we­go wie­lo­mie­się­czne­go mi­ni­mum, po prze­jścio­wym od­bi­ciu, to syg­nał kon­ty­nua­cji bes­sy. Je­go prze­wi­dy­wa­nia spraw­dzi­ły się - ko­lej­ne trzy ty­go­dnie przy­nios­ły naj­bar­dziej dra­sty­czną do tej po­ry fa­lę prze­ce­ny. Na­wet gdy­by ów in­we­stor za­mknął kró­t­ką po­zy­cję trzy dni po roz­po­czę­ciu sil­ne­go od­bi­cia w koń­cu paź­dzier­ni­ka, na ka­ż­dym kon­trak­cie za­ro­bił­by 4380 zł (kwo­ta ta wy­ni­ka z prze­mno­że­nia spad­ku kur­su o 438 pkt przez tzw. mnoż­nik wy­no­szą­cy 10 zł). W mo­men­cie ot­war­cia kró­t­kiej po­zy­cji ka­ż­dy kon­trakt wart był po­nad 22,1 tys. zł. Aby ot­wo­rzyć kró­t­ką po­zy­cję, in­we­stor nie po­trze­bo­wał je­dnak aż tak du­żej go­tów­ki. Wy­star­czył­by de­po­zyt za­bez­pie­cza­ją­cy, nie prze­kra­cza­ją­cy 10 proc. war­to­ści fu­tu­res, czy­li wy­no­szą­cy nie­co po­nad 2 tys. zł. Gra na spa­dek kur­su w cza­sie sa­mej paź­dzier­ni­ko­wej za­wie­ru­chy po­zwo­li­ła­by więc po­mno­żyć go­tów­kę na­wet aż trzy­kro­t­nie, nie mó­wiąc już o tym, ja­kie zy­s­ki przy­nios­ło­by utrzy­my­wa­nie kró­t­kiej po­zy­cji przez ca­łą bes­sę.

Tekst pochodzi z zasobów "Gazety Giełdy Parkiet"


dodajdo.com
Dodaj komentarz Dodaj komentarz
Artykuły Artykuły
Pokrewne Pokrewne