Dlaczego zaskakuje, skoro nie zaskakujeAutor: Grzegorz Zalewski, 8.04.2008 Niesłychane, niewiarygodne, zaskakujące. Takie wrażenia można by odnieść po tekście opublikowanym przez Puls Biznesu „Klienci nie wierzą w TFI”
Jako mniejszy ekspert, chciałbym się pochwalić, że mnie owa sytuacja nie zaskakuje. Ba spodziewam się nawet kontynuacji tego trendu. Można powiedzieć, że będzie on wypadkową zachowań inwestorów i emocji, na które są narażeni w tej trudnej działce, jaką jest próba zarabiania pieniędzy. Emocji rozumianych bardzo szeroko, a nie tylko tak jak wynika z tekstu (tego i wielu innych ) – emocji, które pojawiają się wyłącznie w czasie bessy. Dowartościowałem już swoje ego, więc przejdźmy do rzeczy. Nie od dziś wiadomo, że w ostatniej fazie hossy (na dowolnym rynku) do gry przystępują najwięksi amatorzy i dyletanci. Wśród nich, wielu jest takich, którzy na samym początku nie chcieli wejść na rynek – bojąc się ryzyka z nim związanego. Później byli biernymi odbiorcami panującej wokół „gorączki złota”. By w końcu podjąć decyzję na zasadzie – „skoro zarobił Zdzisiek spod „3”, a pani Bożenka w pracy już od roku zyskuje w akcyjnych, to chyba nie ma tu większego ryzyka”. Ot i cała głęboka analiza. Następuje transakcja kupna. W dość krótkim czasie mamy szczyt i załamanie. Załamanie, za które w powszechnym mniemaniu odpowiedzialni mają być niedoświadczeni indywidualni, choć z licznych badań wynika, że za tłumną wyprzedażą akcji w początkowym okresie stoją przede wszystkim inwestorzy instytucjonalni (o tym tekst w przyszłości). Co robią wówczas indywidualni, zwłaszcza ci najbardziej niedoświadczeni? Boją się. To jest główna emocja, która w tej chwili rządzi ich zachowaniem. W pierwszym etapie można powiedzieć, że doświadczają czegoś, co można nazwać odpowiednikiem akinezji u zwierząt – które w sytuacji zagrożenia nieruchomieją, sparaliżowane strachem. Powyższą historia (bardzo typowa) składa się z czterech faz:
Ponieważ na rynku są setki uczestników, każdy z nich znajduje się w innym momencie tych czterech faz. Gdyby je narysować na wykresie - obejmują całę bessę. Ostatnia faza - rezygnacji, bywa długa. Wówczas następuje powolne wykruszanie się tych, którzy stracili nadzieję na jakiekolwiek odbicie. To zwykle jest też końcówka bessy. Najpierw proszę określić w skali od 1 do 10 satysfakcję z zyskownej transakcji zysk +10% ….
Prawdopodobnie w większości wypadków wynik będzie następujący:
Co wynika z tego wykresu? Ano rzecz bardzo oczywista – przeżywanie stresu ma na nas znacznie większy wpływ, niż przeżywane przyjemności. W przypadku inwestora giełdowego radość z zarobku 40% jest znacznie niższa, niż stres związany z 40% stratą. Ponadto radość z coraz większych zysków rośnie słabiej, niż niezadowolenie z coraz większych strat. Dla nas w kontekście dzisiejszych sensacyjnych doniesień Pulsu Biznesu jest o tyle ważny, że pozwala zrozumieć dlaczego wycofywanie się ludzi z inwestycji ryzykownych (w funduszach inwestycyjnych) nie jest specjalnie zaskakujące, nawet mimo „poprawy sytuacji na giełdzie” – jeśli za taką uznać kosmetyczny wzrost indeksów akcji w marcu. Od lipca ubiegłego roku fundusze akcji straciły 20% ,30%, a niektóre więcej. Klienci – zwłaszcza ci niedoświadczeni – mają dosyć. Marcowe wzrosty rzędu 1-2% nie są w stanie zmienić ich negatywnego nastroju. Wielu z nich doszło do swojego „progu bólu”. Wielu dopiero zastanawia się co zrobić. Nawet niewielkie zwyżki mogą wykorzystywać do tego by zakończyć swoje inwestycje i uwolnić się od stresu z nimi związanymi. Spora część nigdy nie wróci już na rynek. Inni wrócą – niewykluczone, że znów przy okazji hossy. W ostatnich tygodniach dostali cenną naukę – o rynku, ale i o sobie samych. Czy będą potrafili z niej skorzystać?
[tekst opublikowany również na bossa.pl - przejdź, żeby przeczytać komentarze Dodaj komentarz |