Go short, czyli gdy akcje tanieją, też da się zarabiać

Autor: Marcin Kiepas

9 lipca 2007 roku skończyła się w Polsce 6-letnia hossa i rozpoczęła się bessa. W ten nieco zabawny sposób, parafrazując sławną wypowiedź Joanny Szczepkowskiej dotyczącą końca komunizmu, można opisać to, czego w ostatnich 12 miesiącach doświadczyli inwestorzy na warszawskiej giełdzie

W tym czasie, reprezentujący szeroki rynek indeks WIG, który krótko przed godziną 10.00 wspomnianego 9 lipca 2007 roku wspiął się do rekordowego poziomu 67772,91 pkt, stracił ponad 40 proc. Jeszcze większe straty zanotowały indeksy sWIG80 i mWIG40. W stosunku do rekordów z wakacji zeszłego roku straciły odpowiednio 55 proc. i 61 proc. Najmniejszą stratą może pochwalić się natomiast WIG20. Na przestrzeni roku jego wartość zmniejszyła się o niecałe 40 proc.

Bessa jest naturalną częścią każdego cyklu giełdowego i logiczną odpowiedzią na długi okres przewartościowania akcji, charakteryzujący okresy hossy. Ta rozpoczęta przed rokiem również. Pomimo tego duża grupa inwestorów, często nawet tych doświadczonych, nie potrafiła obronną ręką wyjść z okresu dekoniunktury.

Zaskoczeniem dla inwestorów okazywała się nie tylko skala przeceny czy czas jej trwania, ale również fakt, że po stronie podaży od miesięcy dominują krajowe fundusze inwestycyjne (czerwiec był ósmym kolejnym miesiącem ucieczki inwestorów z takich funduszy).

Sądząc po systematycznie spadających w ostatnich miesiącach obrotach na warszawskiej giełdzie, inwestorzy indywidualni dość mocno odczuli obecną dekoniunkturę. Prawdopodobnie niewielkim pocieszeniem będzie fakt, że bessa na globalnych rynkach akcji powoli powinna zbliżać się do końca, a najbliższe miesiące wydają się doskonałym okresem do powolnej akumulacji akcji. Głównie dlatego, że WIG do odrobienia całości rocznych strat musiałby zyskać 80 proc. Gdy w październiku 2001 r. rozpoczynała się ostatnia 6-letnia hossa, osiągnięcie takiej stopy zwrotu zajęło temu indeksowi prawie 2 lata. Przyjmując, że obecnie będzie podobnie, to dopiero w wakacje 2010 r. duża grupa inwestorów będzie mogła odetchnąć z ulgą, odrobiwszy straty.

Tymczasem bessa na rynkach akcji nie musi być okresem czyśćca dla inwestorów. Wręcz przeciwnie. Rynki finansowe oferują tak szeroką gamę instrumentów, że może to być okres naprawdę dużych zysków.

Zyski z różnic w WIG20...


Najprostszym i najszerzej rozpoznawalnym instrumentem są oczywiście notowane na warszawskim parkiecie kontrakty terminowe na akcje i indeksy. Umożliwiają one nie tylko zabezpieczanie portfela akcji, ale również zarabianie na spadkach, przy stosunkowo niewielkich wymogach kapitałowych.

Innym, już znacznie mniej znanym instrumentem pozwalającym w prosty sposób czerpać korzyści z przeceny na giełdzie są oferowane przez nieliczne domy maklerskie kontrakty na różnice kursowe (CFD - ang. contract for differences). Kontrakt CFD W20PLN oparty na notowanych na GPW kontraktach terminowych na indeks WIG20, podobnie jak giełdowe kontrakty na ten sam indeks, umożliwiają wykorzystanie spadków do zarabiania.

Mające miejsce 10 czerwca, poprzedzone 47-punktową luką bessy, wybicie indeksu WIG20 poniżej dołka z 17 marca tego roku (2741,73 pkt), które w połączeniu z innymi sygnałami sprzedaży oznaczało jednocześnie bezdyskusyjne wybicie dołem z czteromiesięcznej stabilizacji, a więc otwierało indeksowi dużych spółek do 2500 pkt, inwestorzy mogli wykorzystać zarówno poprzez sprzedaż wrześniowej serii kontraktu na ten indeks, jak również poprzez zajęcie krótkiej pozycji na instrumencie W20PLN. Wspomniany 10 czerwca kontrakt W20PLN otworzył się na poziomie 2780 pkt. Jego sprzedaż w wysokości 0,1 lota, przy 4-proc. depozycie zabezpieczającym i mnożniku na poziomie 100 zł dla tego instrumentu, wymagała zaangażowania 1112 zł (2780 pkt x 100 zł x 4 proc. x 0,1 = 1112 zł). Realizacja zysków na poziomie 2500 pkt, który to kontrakt W20PLN osiągnął 7 lipca, oznaczała zainkasowanie 2800 zł (1 pkt dla 0,1 lota to 10 zł).W tym miejscu oczywiście trzeba wspomnieć o ryzyku, jakie ze sobą niesie stosowanie dźwigni finansowej w przypadku instrumentów pochodnych. Dlatego też wielkość pozycji powinna być dobierana do wielkości zarządzanego portfela.

Spekulacja na instrumencie W20PLN może wydawać się nieco nienaturalnym sposobem inwestowania, skoro ten sam efekt można osiągnąć bezpośrednio grając na giełdowych kontraktach na indeks WIG20.

... i indeksów zagranicznych

Dużo lepszym narzędziem są natomiast kontrakty CFD oparte na zagranicznych indeksach. To przede wszystkim prosty i tani dostęp do tych rynków. Polscy inwestorzy mają dostęp do instrumentów, których cena jest oparta na notowaniach amerykańskich indeksów DJIA, S&P 500 i Nasdaq, brytyjskiego FTSE, niemieckiego DAX, francuskiego CAC40, hiszpańskiego IBEX35, rosyjskiego RTS, japońskiego Nikkei, notowanych w Hong Kongu indeksch Hang Seng i Hang Seng China Enterprises Index, brazylijskiej Bovespy, włoskiego S&PMIB40, szwajcarskiego SMI, węgierskiego BUX-a, czeskiego PX50 czy grupującego największe europejskie spółki indeksu Euro Stoxx 50.

Depozyt dla tych kontraktów wynosi 2 proc., natomiast mnożnik waha się od 2 do 100 USD. I tak na przykład, gdy 21 maja amerykański indeks S&P500 przełamał znajdującą się na poziomie 1405 pkt dwumiesięczną linię spadków, sygnalizując możliwość testu marcowego dołka (1273,37 pkt), sprzedaż instrumentu USBCASH bazującego na tym instrumencie, w celu osiągnięcia zysków w czasie trendu spadkowego, wymagała zabezpieczenia na poziomie 278,14 USD. Przy kursie USD/PLN w tym dniu na poziomie 2,16 zł daje niespełna 601 zł depozytu zabezpieczającego dla pozycji w wysokości 1 lota (1390,7 pkt x 10 USD x 2 proc. x 1 lot = 278,14 USD).

Każda zmiana indeksu S&P500 o 1 pkt oznaczała wówczas zmianę na rachunku w wysokości 1 USD. Stąd też 15 lipca, gdy S&P500 sięgnął psychologicznego poziomu 1200 pkt, zysk osiągnięty na sprzedaży USBCASH, czyli de facto na przecenie na Wall Street, wyniósł 190,7 USD.

Spekuluj lub zabezpieczaj

Rodzimi inwestorzy, dzięki kontraktom CFD mają nie tylko tani dostęp do spekulacji na zmianach wartości głównych światowych indeksów, ale również na zmianach dużej grupy amerykańskich spółek, takich jak eBay, Microsoft, Yahoo, Intel czy Citigroup. Depozyt zabezpieczających dla akcyjnych kontraktów wynosi 7 proc.

Szeroka dostępność instrumentów pochodnych sprawia, że bessa, która jeszcze do niedawna mogła być dla wielu inwestorów przekleństwem, staje się normalnym okresem w ich giełdowym życiu. Inwestorzy długoterminowi mogą bowiem skutecznie zabezpieczyć swe portfele, natomiast spekulanci mogą czerpać pokaźne zyski w czasie okresów dekoniunktury, czekając, aż ceny akcji staną się na tyle atrakcyjne, żeby ponownie je kupować. Paradoksalnie, dla tej drugiej grupy inwestorów, im silniejszy będzie trend spadkowy, im bardziej leje się krew giełdowych byków, tym większe szanse na łatwe odniesienie rynkowego sukcesu.

Życie inwestora, zwłaszcza tego aktywnego, nie musi koncentrować się tylko na rynkach akcji. Okres bessy być może jest doskonałym momentem do poszerzenia spektrum zainteresowań o inne rynki. Dywersyfikacja to bowiem jeden z kilku sposobów ograniczania ryzyka inwestycyjnego.

Długie trendy na rynkach walut

Wart polecenia jest przede wszystkim rynek walutowy. Jego duża płynność, jak również powszechna dostępność, to niewątpliwie bardzo duża zaleta. Istotne jest również to, że na tym rynku dominują bardzo długie trendy.

Najlepszym tego przykładem jest złoty, który od czterech lat systematycznie zyskuje do koszyka walut. Początkowo temu umocnieniu polskiej waluty towarzyszyły stosunkowo silne korekty. W ostatnich miesiącach jednak ruchy korekcyjne mają umiarkowany charakter, a trend spadkowy na EUR/PLN i USD/PLN systematycznie przyspiesza. Impulsem do tego przede wszystkim są oczekiwania na kolejne podwyżki stóp procentowych przez Radę PolitykiNie bez znaczenia jest ogólnie dobry nastrój do innych walut naszego regionu.

Każdy, kto bazując na powyższych przesłankach, które dodatkowo wzmocniło mające miejsce 20 czerwca wybicie kursu USD/PLN z 2-miesięcznej formacji trójkąta, zdecydował się sprzedać wówczas dolara, niespełna miesiąc później mógł cieszyć się poważnym zwrotem na zainwestowanym kapitale. Sprzedaż USD/PLN, przy wielkości pozycji na poziomie 0,1 lota (10000 USD), przyniosła do 18 lipca 1279 zł zysku (w tym okresie kurs spadł z 2,1544 zł do 2,0265 zł). Depozyt zabezpieczający dla takiej transakcji sprzedaży wyniósł zaledwie 100 USD, czyli 215,44 zł (10000 USD x 0,1 lot x 1 proc. x 2,1544 zł).

Waluty dla byków

Jeżeli jednak ktoś jest z natury bykiem i gra na spadki nawet w przypadku tak ewidentnych trendów, jak na EUR/PLN i USD/PLN po prostu nie leży w jego naturze, bez problemów może znaleźć na rynku walutowym pary, które znajdują się w długoterminowym trendzie wzrostowym. Najlepszym tego przykładem jest EUR/USD. Od początku roku do 18 lipca para ta wzrosła z 1,4593 USD do 1,5845 USD, kontynuując tym samym rozpoczęty w listopadzie 2000 r. długoterminowy trend wzrostowy. "Podczepienie" się do tego trendu na początku w pierwszych dniach stycznia, przy pozycji na poziomie 0,1 lota (10000 EUR), pozwalało zainkasować 1252 USD zysku. Oczywiście pomyłka kosztowałaby tyle samo, ale jakkolwiek pomyłek nie da się uniknąć, to są przecież sposoby minimalizowania strat.Podsumowując, ważną cechą rynku walutowego, jako swegorodzaju inwestycyjnej alternatywy, jest to, że w dowolnym czasie,na tym rynku zawsze jest gdzieś hossa, bessa lub trend boczny.Dlatego wchodząc na ten rynek, niezależnie czy jest to uzupełnienie,czy też alternatywa dla spadających rynków akcji, inwestor niemusi walczyć ze swoim charakterem. To o tyle istotne, że częstonaturalne skłonności inwestorów są największą przeszkodą na drodze ku zyskom.

Jak osiągnąć maksymalne korzyści z dywersyfikacji?

Przykład 1. Inwestowanie w ropę było jednym z najlepszych sposobów dywersyfikacji portfela w czasie bessy, która rozpoczęła się w lipcu 2007 r. Podczas gdy od szczytu do połowy lipca br. WIG spadł o 44 proc., to ropa podrożała o ponad 90 proc. Trzymanie w portfelu instrumentów opartych na cenach tego surowca pozwoliłoby albo złagodzić straty z akcji, albo uzyskać wysoką stopę zwrotu w przypadku braku akcji w portfelu.

Przykład 2. Liczenie, że inwestycje w ropę zawsze będą powiększały wartość naszego portfela, byłoby błędne. Między sierpniem 2006 r. i styczniem 2007 r. ceny ropy dotknęła silna korekta, sprowadzając je w dół aż o jedną trzecią. Gdyby inwestor w tym czasie utrzymywał długą pozycję na rynku ropy, "skonsumowałaby" ona zyski z rynku akcji (który w tym czasie zwyżkował) lub wręcz spowodowałaby straty z całego portfela (w zależności od tego, jak duże było zaangażowanie na rynku ropy). Rozwiązaniem tych dylematów okazała się w tym przypadku analiza techniczna. Dobrym momentem na wycofanie się z rynku "czarnego złota" był spadek cen we wrześniu 2006 r. poniżej dołka z czerwca 2006 r. (około 67 USD za baryłkę), co oznaczało przebicie poziomu wsparcia. Gdyby inwestor zamknął wówczas długą pozycję na rynku ropy, nadal mógłby inkasować zyski z akcji.

Przykład 3. W 2002 r. i na początku 2003 r. na naszej giełdzie panował marazm - kursy nie chciały już dalej spadać po długotrwałej bessie, ale nie było jeszcze wystarczająco dużo chętnych do kupna tanich akcji. W tym czasie świetnym sposobem na dywersyfikację był rynek walutowy (na ten okres przypadła zresztą pierwsza faza rozwoju w naszym kraju tzw. platform foreksowych, dających możliwość inwestowania na światowym rynku również graczom indywidualnym). W lutym 2002 r. na rynku eurodolara (EUR/USD) zaczął rodzić się trend wzrostowy, który z przerwami trwał przez cały czas, gdy na giełdzie kursy podlegały niewielkim zmianom (właśnie od 2002 r. euro weszło do powszechnego obiegu gotówkowego).

Przykład 4.
Dywersyfikacja też ma jednak swoją cenę. Polega ona na tym, że w czasie gdy na rynku akcji panuje hossa, notowania instrumentu, który służy do dywersyfikacji, mogą wówczas spadać lub znajdować się w stagnacji. Tak też było z kursem EUR/USD między lipcem 2005 r. i marcem 2006 r. Podlegał on wówczas niewielkim zmianom, oscylując wokół 1,21 (przykład 3.). W tym samym okresie kursy akcji mocno rosły - WIG zyskał ponad 40 proc. Wówczas dywersyfikacja za pomocą rynku walutowego nie sprawdzała się. Pocieszające jest jednak to, że i tak hossa powiększała wartość portfela.

Tekst pochodzi z zasobów "Gazety Giełdy Parkiet"


dodajdo.com
Dodaj komentarz Dodaj komentarz
Artykuły Artykuły
Pokrewne Pokrewne