Jak się dobrać do giełdowych cukiereczków?Autor: AR, NCH, OLA Bessa nie jest przyjemna dla inwestorów - ich portfele topnieją. Z drugiej jednak strony, jest też doskonałą okazją do kupowania tanich akcji, co gwarantuje zysk, gdy tylko powróci koniunktura. Czym przy tych zakupach się kierować?
Jak to widzą znani inwestorzy giełdowi? Roman Karkosik w czasie bessy zachęca do wyszukiwania i łowienia wśród spółek "perełek" i "cukiereczków". Szkopuł w tym, by wiedzieć, jakimi zasadami w czasie takich łowów się kierować... Zbigniew Jakubas wskazuje na paradoks, że w szczycie hossy inwestorzy biją się o kilkakrotnie przewartościowane akcje, a gdy ich wyceny spadają do realistycznych poziomów - chętnych na zakupy nagle brak. Ale skąd inwestor ma mieć pewność, że kurs nie spadnie poniżej "właściwej" ceny? Jaką strategię przyjąć w tych gorszych czasach? W jaki sposób wybrać spółkę, żeby okazała się dobrą inwestycją? Postanowiliśmy zapytać ludzi, których praca polega właśnie na skutecznym inwestowaniu. Zaznaczamy, że wdrożenie poniższych wskazówek (ich katalog bynajmniej nie jest wyczerpujący) nie gwarantuje sukcesu inwestycyjnego. Należy je traktować wyłącznie pomocniczo. Zasada 1. oceń wpływ koniunktury Nasi rozmówcy twierdzą zgodnie, że w czasie bessy i spadku tempa rozwoju należy inwestować w akcje firm z sektorów, które mogą najmniej odczuć spowolnienie gospodarcze oraz przykręcenie kurka z kredytami. - Trzeba wybierać spółki, które mają szansę być lepsze niż rynek, np. takie, które biorą udział w dużych projektach infrastrukturalnych, choćby w informatyce i budownictwie. Zamówienia dla nich nie zależą od koniunktury - twierdzi Tomasz Rak, odpowiadający za akcyjną część portfela PTE Bankowy. Na inwestycje w drogi czy przebudowę kolei mamy zapewnione miliardy złotych z Unii Europejskiej. 14 mld zł na same projekty informatyczne dla urzędów i instytucji publicznych w najbliższych latach. Muszą też powstać stadiony i hotele na Euro 2012. Do spółek, które mogą najmniej odczuć spowolnienie gospodarcze, nasi rozmówcy zaliczają głównie farmaceutyczne i spożywcze (bo na żywność i leki zawsze jest popyt). Lub takie, których produkty lub usługi są unikalne i przez to zawsze chętnie kupowane. - Przygotowując się na znaczące zniżki, staraliśmy się przeważać w naszym portfelu tzw. spółki defensywne, np. telekomunikacyjne, spożywcze, które podczas pogorszenia koniunktury nie odnotowują znaczących spadków sprzedaży. Wybieraliśmy firmy o stabilnych przepływach pieniężnych, wypłacające dywidendy i o niskim poziomie zadłużenia - mówi Ewa Radkowska, dyrektor inwestycyjny i członek zarządu ING PTE. Zasada 2. rozważ długoterminowe inwestycje Zdaniem fachowców, najlepiej przyjąć długą perspektywę inwestowania i nie zastanawiać się, czy to już dno bessy, czy sytuacja na giełdzie może się jeszcze trochę pogorszyć. Jeśli kogoś stać na cierpliwość w inwestowaniu - czas mu sprzyja, a okazji do zakupów nie brakuje. Mogą o tym świadczyć chociażby decyzje zarządzających funduszami emerytalnymi, którzy ostatnio dokonali znaczących transakcji kupna. Ale uwaga - mają oni ten komfort, że ich klienci nie mogą tego sektora porzucić i przenieść pieniędzy z OFE np. na lokatę bankową. Przykładem spółek, które w sam raz nadają się na inwestycje długoterminowe, są te, które zajmują się budową infrastruktury - zwłaszcza na podstawie wieloletnich kontraktów. - Niezależnie od sytuacji na giełdzie, wybierając spółki do portfela, należy kierować się potencjałem wzrostu biznesu, który one prowadzą, zdolnością zarządu do wprowadzenia w życie strategii gwarantującej sukces, poziomem pewności co do możliwości osiągnięcia zakładanych wyników - mówi Ewa Radkowska z ING PTE. Zasada 3. uważaj, fundusze Szukanie celów inwestycyjnych w dzisiejszej bessie jest trudniejsze niż w czasie poprzednich o tyle, że na parkiecie jest wielu inwestorów instytucjonalnych, których decyzje w dużej mierze podyktowane są decyzjami "ulicy". Chodzi przede wszystkim o TFI. Towarzyszące bessie masowe umorzenia jednostek funduszy inwestycyjnych, a także konieczność obniżania przez zarządzających poziomu alokacji w akcjach sprawiają, że nie wystarczy rzetelnie ocenić spółkę, zaglądając "do środka". Trzeba mieć świadomość, jaki wpływ na notowania mogą mieć instytucje finansowe, obecne już w jej akcjonariacie. - Negatywne skutki odpływu kapitału z funduszy czy wycofywania się zarządzających TFI i OFE z giełdy na rzecz na przykład rynku długu odbijają się przede wszystkim na dobrych spółkach - zauważa Leszek Milczarek, zarządzający w ECM DM. Kiedy zarządzający muszą nagle pozbyć się akcji, w pierwszej kolejności wyprzedają papiery firm, które zajmują sporo miejsca w portfelu, a jednocześnie mają dobre perspektywy. Dzieje się tak z uwagi na płynność i atrakcyjność takich przedsiębiorstw i ich akcji - zarządzający nie muszą sprzedawać papierów z dużym dyskontem, jak to często ma miejsce w przypadku firm o niższej płynności. - Jeżeli zarządzający sprzeda za 100 mln zł akcje którejś z największych firm z WIG20, to jej kurs spadnie co najwyżej o kilka procent. Jeżeli sprzeda za 100 mln zł akcje spółki średniej, to jest w stanie jej kurs zbić o kilkadziesiąt procent - wyjaśnia Tomasz Korab, wiceprezes Opera TFI. Od szczytu hossy Polacy wycofali z TFI ponad 25 mld zł netto. - Wiadomo, że potencjał ucieczki kapitału jest już dużo mniejszy, niż był. Ale wciąż jest - mówi Korab. Wielu zarządzających wciąż utrzymuje również wysoki poziom alokacji w akcjach, charakterystyczny jeszcze dla hossy. To tworzy pole do jego obniżania. Informacji o tym, co fundusze mają w portfelach, inwestorzy powinni szukać w półrocznych sprawozdaniach finansowych tych instytucji. Komunikaty o zwiększaniu lub zmniejszaniu zaangażowania funduszy pojawiają się na bieżąco. Systematycznie podsumowuje je "Parkiet". Zasada 4. przyjrzyj się zarządowi Przy typowaniu spółek, w które warto zainwestować, istotnym czynnikiem wskazywanym przez naszych rozmówców są kompetencje i efektywność zarządu. Ważne jest nie tylko to, czy kierownictwo ma strategię działania i rozwoju przedsiębiorstwa. Trzeba się jeszcze upewnić, czy ta wizja pasuje do otoczenia rynkowego i warunków gospodarczych. Tu warto przeanalizować prowadzone lub zapowiadane przez spółkę inwestycje - czy nie grozi jej przeinwestowanie, czy na realizację planów są pieniądze i czy można liczyć na zwrot zaangażowanego kapitału w sensownym czasie. Warto też zwrócić uwagę na relacje kierownictwa z głównymi akcjonariuszami - czy występuje ryzyko konfliktów, braku poparcia dla pomysłów menedżerów, itp. Jeśli zarząd publikuje prognozy wyników finansowych, co samo w sobie jest pozytywnym sygnałem, warto sprawdzić, na czym je opiera. I czy dotrzymuje obietnic, a jeśli nie - z jakich przyczyn. Zasadne jest również zwrócenie uwagi na to, czy i w jakim stopniu firma stosuje zasady ładu korporacyjnego. Im więcej transparentności, tym niższe ryzyko wystąpienia przykrych niespodzianek. No i ważna jest ocena dotychczasowych osiągnięć zarządu, finansowych i rynkowych. Zasada 5. oceń płynność i akcjonariat Przy inwestycjach ważną rolę odgrywa free float - czyli liczba akcji znajdujących się w tzw. wolnym obrocie, poza portfelami dużych inwestorów - i związana z tym płynność walorów na giełdzie. Im większy free float, tym łatwiej wyjść z inwestycji. I łatwiej kupić akcje. - W czasie bessy wiele dobrych spółek, zwłaszcza tych mniej płynnych z segmentu małych i średnich przedsiębiorstw, osiąga absurdalnie niskie wyceny. Jeżeli notowania dobrej fundamentalnie spółki, która w czasie dobrej koniunktury generuje dobre wyniki, spadają ze szczytu o 80-90 proc., a nie grozi jej bankructwo w recesji - warto kupić jej akcje i nie przejmować się bieżącymi notowaniami. Cykl na giełdzie się odwróci. Prędzej czy później, a wtedy zarobimy na takiej inwestycji nie 10-20 proc., ale kilkakrotnie - twierdzi Marek Juraś z DM BZ WBK. Obecność inwestora strategicznego, zwłaszcza branżowego, jest zaletą - chociażby z uwagi na możliwość udzielenia firmie wsparcia finansowego w trudnych czasach. Ale jest ryzyko, że może być odwrotnie - że to spółki matki i centrale będą "drenować" przedsiębiorstwa z pieniędzy. Warto więc przeanalizować wzajemne relacje spółki i jej właścicieli. Zasada 6. obserwuj transakcje insiderów Warto śledzić transakcje dokonywane przez insiderów, czyli osoby doskonale znające sytuację w spółce i perspektywy jej rozwoju. Chodzi na przykład o członków zarządu. Informacja o zakupie lub sprzedaży akcji z pewnością stanowi ważny sygnał dla pozostałych akcjonariuszy. Kupno przez nich papierów może wynikać z oczekiwanej poprawy wyników finansowych albo wynegocjowania korzystnego kontraktu. Należy jednak pamiętać, że insiderzy z reguły inwestują długoterminowo i nie są dla nich istotne chwilowe wahania kursu. Mają oni świadomość, że inwestorzy obserwują ich transakcje. Dlatego członkowie zarządów i rad nadzorczych mogą to wykorzystywać do swoistej promocji akcji swojej spółki, inwestując często niewielkie pieniądze. Z kolei pozbywanie się walorów może być zapowiedzią pogorszenia kondycji przedsiębiorstwa. Sprzedaż papierów może jednak wynikać ze zwykłej potrzeby pozyskania gotówki z zamiarem przeznaczenia jej na inne cele. Dlatego transakcje insiderów nie mogą być bezkrytycznie powielane. Koniecznie należy je weryfikować na tle innych danych publikowanych przez firmę. Zasada 7. czytaj sprawozdania finansowe Przed podjęciem decyzji o zakupie akcji jakiejkolwiek spółki inwestorzy powinni przeanalizować jej sprawozdania finansowe, w tym zwłaszcza ostatnio opublikowane. Przede wszystkim należy sprawdzić dynamikę przychodów ze sprzedaży i osiąganych zysków. Ustalić, czy te ostanie wynikają z prowadzenia działalności operacyjnej, czy też ze zdarzeń jednorazowych, np. sprzedaży części majątku. - Inwestorzy powinni też ocenić rentowność kapitałów własnych (ROE), która mierzy efektywność wykorzystania przez spółkę środków własnych. Muszą upewnić się, że wysoka rentowność nie wynika z nadmiaru dźwigni finansowej, czyli zbyt wysokiego zadłużenia zaciągniętego przez firmę - mówi Grzegorz Łętocha, dyrektor Departamentu Zarządzania Projektami BPH TFI. Część specjalistów w czasie bessy w ogóle radzi wystrzegać się inwestycji w walory firm mocno zadłużonych. Ryzyko istotnego pogorszenia się kondycji dotyczy głównie przedsiębiorstw w zbyt dużym stopniu finansujących swój majątek kredytami i pożyczkami krótkoterminowymi (o wymagalności do 1 roku). - Czasami kluczową sprawą, która może zachwiać finansami firmy, są jej zobowiązania pozabilansowe, wynikające chociażby z zawarcia warunkowych umów gwarancyjnych - twierdzi Łętocha. Zasada 8. obserwuj wykresy i wskaźniki Przed podjęciem decyzji inwestycyjnej należy przeanalizować notowania akcji spółki od chwili jej debiutu na giełdzie. Określić, czy walory znajdują się w trendzie wzrostowym, czy też spadkowym. Do tych ostatnich należy podchodzić z ostrożnością. Warto sprawdzić, jak kurs spółki wygląda na tle notowań innych spółek z tej samej branży i głównych indeksów. Należy również odpowiedzieć sobie na pytanie, czy trend spadkowy nie jest efektem rozczarowania inwestorów wynikami finansowymi lub innymi zdarzeniami mającymi miejsce w badanym przedsiębiorstwie. Czy obecne zmiany kursu mają uzasadnienie fundamentalne, czy też są rezultatem innych czynników, np. plotek lub mody? Jeśli kurs rośnie przy wzrastających obrotach, to może to być sygnał kupna. Jeśli spada przy rosnących obrotach, może to być sygnał sprzedaży. - Należy też ocenić poziom wskaźników wyceny, takich jak C/Z (cena do zysku na akcję) czy C/WK (cena do wartości księgowej). Im niższy ich poziom, tym relatywnie tańsze są dane akcje - mówi Łętocha. Dodaje, że trzeba popatrzyć nie tylko na poziom wskaźników bieżących, ale także wyprzedzających (uwzględniających m.in. przyszłe zyski). Należy się upewnić, że bieżące wskaźniki nie są zniekształcone przez wpływ wydarzeń o nietypowym charakterze. Powinno się je również porównać do wskaźników innych spółek z danej branży. Zasada 9. czytaj rekomendacje (selektywnie) Cennym źródłem wiedzy o przedsiębiorstwach są rekomendacje, wydawane przez biura maklerskie. Inwestorzy powinni jednak czytać przede wszystkim część analityczną omawiającą fundamenty przedsiębiorstwa, prowadzony przez nie biznes, otoczenie rynkowe, pozycję wobec konkurentów czy zapatrywania na najbliższą przyszłość. W raportach można też znaleźć prognozy wyników - jednak są one tworzone w oparciu o pewne modele, których założenia niekoniecznie muszą się sprawdzić w przyszłości. Rekomendacje czasami opierają się na danych dostarczanych przez zarząd - tu kłania się zasada nr 3. Oszczędźmy podawania szczegółów, ale znany jest przypadek, gdy jeden z analityków zawiesił wydawanie raportów z powodu... utraty zaufania do prezesa. - Do rekomendacji, zwłaszcza w kwestii zaleceń inwestycyjnych, nie powinno się podchodzić bezkrytycznie, trzeba kierować się własną oceną - podkreśla Łętocha. W czasie bessy (jak i hossy), kiedy przy podejmowaniu decyzji inwestycyjnych przeważają emocje, wyceny analityków w rekomendacjach mogą się znacznie rozmijać z wycenami rynkowymi. Często bywa też tak, że rekomendacje typu "kupuj" czy "sprzedaj" są spóźnione i podążają za rynkiem. Zasada 10. analizuj fuzje i przejęcia Obecna przecena na giełdzie, która znajduje odbicie w zmniejszeniu się wycen rynkowych spółek, stwarza możliwości przejęć i fuzji po atrakcyjnych cenach. Dać zarobić mogą zarówno te firmy, które będą kupować inne, jak i te, które będą przejmowane. W pierwszym przypadku trzeba szukać przedsiębiorstw, które bogate są w gotówkę. - Firmy z dużymi zasobami kapitału mogą z powodzeniem przejmować konkurentów, wykorzystując ich kłopoty, prowadzące do obniżenia wartości rynkowej ich akcji - mówi Leszek Milczarek z ECM. W dzisiejszych czasach kryzysu finansowego szczególnie ważny jest bowiem sposób finansowania akwizycji. W oczach inwestorów najbezpieczniejszym rozwiązaniem jest przejmowanie właśnie za gotówkę. O ile oczywiście sądzą oni, że jakaś transakcja jest lepszym rozwiązaniem niż pozostawienie pieniędzy na koncie. Wiele więc zależy od warunków i okoliczności fuzji lub przejęcia. W każdym razie emisja akcji, prowadząca do rozwodnienia kapitału, czy kredyt bankowy, podnoszący zadłużenie przedsiębiorstwa i zwiększający koszty finansowe, nie są tak dobrze odbierane. Akwizycje w warunkach spowolnienia gospodarczego niosą ze sobą większe ryzyko operacyjne niż w czasach dobrej koniunktury. Przejęcie spółki wiążę się z różnymi niebezpieczeństwami odnoszącymi się do kosztów jej restrukturyzacji. Tymczasem nie każda przejmująca firma jest w stanie organizacyjnie sobie z tym poradzić. Również sam przejmujący może popaść w kłopoty, wynikające z osłabienia gospodarczego. - W tej sytuacji może okazać się, że lepszym rozwiązaniem będzie inwestycja w spółkę, będącą celem przejęcia. Często w takich wypadkach oferowana jest akcjonariuszom premia względem wyceny rynkowej - mówi Tomasz Korab z Opera TFI. Tekst pochodzi z zasobów "Gazety Giełdy Parkiet" Dodaj komentarz |
Podobne artykuły
|