Kiedy opłaca się obstawiać zmiany cyklu
Autor: Tomasz Hońdo
Oparta na prawidłowościach rządzących gospodarką strategia inwestycyjna, która w ostatnich 10 latach przyniosła zyski cztery razy większe niż zmiana WIG-u, niedawno dała sygnał do akumulowania akcji
W obecnej sytuacji inwestorzy nie mają łatwego życia. Na podstawie ogromnej ilości informacji (głównie o negatywnym charakterze) napływających na rynek mają za zadanie wyrobić sobie opinię na temat możliwego rozwoju wydarzeń w przyszłości, a co za tym idzie stworzyć racjonalną strategię działania. Pewną wskazówką w tym zakresie mogą być prawidłowości zauważone w przeszłości.
Jak reagować na dane o produkcji?
Jedną z możliwości jest stworzenie strategii opartej na tych danych fundamentalnych, które od dawna wykazują silną korelację z kursami akcji. Przykładem takiego wskaźnika jest produkcja przemysłowa. Roczna jej zmiana w przeszłości poruszała się na dłuższą metę niemal idealnie w rytmie rocznej zmiany WIG-u. Zależność tę widać zwłaszcza jeśli „wygładzimy” dane, obliczając średnią z trzech kolejnych miesięcy (nazwijmy ją dla uproszczenia „wygładzoną zmianą produkcji”).
Taka zależność jest nie tylko teoretyczną ciekawostką. Na jej podstawie można zbudować konkretną strategię, która – jak pokażemy w dalszej części artykułu – przyniosła na przestrzeni ostatnich 10 lat wyniki zdecydowanie lepsze, niż trzymanie akcji w portfelu przez cały czas. Nie mówiąc już o tym, że zdyscyplinowane kierowanie się wytycznymi tego modelu zapewniło regularne zyski, w przeciwieństwie do dyktowanego emocjami kupowania akcji w kulminacyjnych momentach hossy i pozbywania się ich blisko dna bessy.
Kupuj, gdy dane są kiepskie
Koncepcja owej strategii jest oparta na zjawisku, które od zawsze cechuje gospodarkę rynkową, tzn. na cyklu koniunkturalnym. Intuicyjnie logiczne wydaje się obstawianie odwrócenia cyklu, gdy jest on bliski skrajnym punktom. Kiedy dane gospodarcze są najlepsze od lat, a w popularnych mediach na co dzień goszczą doniesienia o świetnej koniunkturze, być może czas już na ograniczanie udziału akcji w portfelu.
I odwrotnie, gdy dane makroekonomiczne są kiepskie, a słowo „kryzys” jest odmieniane na wszystkie możliwe sposoby, być może jest dobry czas na akumulację tanich walorów. Po pierwsze, faza spowolnienia gospodarczego nie będzie trwała wiecznie. Po drugie, rynek akcji dyskontuje tę fazę już od ponad półtora roku.
Tego rodzaju teoretyczne rozważania faktycznie znajdują potwierdzenie w danych historycznych. Na podstawie analizy wydarzeń w ostatnich 10 latach można zaproponować następującą strategię. Kiedy wygładzona zmiana produkcji spada do -1 proc. lub niżej, traktujemy to jako sygnał do akumulacji akcji.
Aby model był jak najbliższy rzeczywistości, załóżmy, że kupowanie walorów (dla uproszczenia przyjmijmy, że kupujemy koszyk akcji zgodny ze składem WIG-u) rozpoczynamy dopiero na koniec miesiąca, w którym GUS opublikował dane na temat produkcji w poprzednim miesiącu. Następnie kontynuujemy zakupy przez kolejne 5 miesięcy, aż udział gotówki w portfelu spadnie do zera.
W podobny sposób postępujemy ze sprzedażą akcji. Gdy wygładzona zmiana produkcji rośnie do 14 proc. lub wyżej, pod koniec kolejnego miesiąca rozpoczynamy redukcję zaangażowania na rynku akcji. Przez 6 miesięcy sprzedajemy równe pakiety akcji, tak by pozostawić w portfelu wyłącznie gotówkę.
Gospodarka niczym oscylator
Taka strategia zakłada więc traktowanie danych o produkcji przemysłowej w taki sam sposób, jak znanych z analizy technicznej oscylatorów. Kiedy oscylator pokazuje skrajne wyprzedanie, jest to często zapowiedź przesilenia i odbicia. Kiedy pokazuje wykupienie, jest to zapowiedź spadków. Mimo że nasza przykładowa strategia nie jest oparta na analizie technicznej, to idea jest bardzo podobna. Cykl koniunkturalny to specyficzny długoterminowy oscylator.
W objętym naszą analizą okresie od początku 1998 roku pojawiły się na zmianę cztery sygnały do akumulacji akcji (grudzień 1998, lipiec 2001, maj 2005, grudzień 2008) oraz trzy sygnały do ich sprzedaży (grudzień 1999, luty 2004, lipiec 2006).
Czasem warto mieć gotówkę
Jak widać, model zakładał trzymanie akcji przez około 60 proc. czasu (przy czym udział akcji w portfelu zmieniał się w okresach akumulacji i redukcji zaangażowania). W pozostałych okresach portfel byłby wypełniony gotówką. Jest to zgodne ze znaną giełdową regułą mówiącą, że niekiedy lepiej z boku obserwować rynek, niż za wszelką cenę szukać zarobku (inna sprawa, że prowizje maklerskie zapłacone w ramach naszego przykładowego modelu byłyby symboliczne w porównaniu z aktywnym handlem).
Na wykresie widać wyniki takiej strategii. Mimo że zdarzały się przejściowe okresy, kiedy strategia kazała trzymać w portfelu wyłącznie gotówkę, podczas gdy rynek akcji pędził w górę (widać to było zwłaszcza w ostatniej fazie ostatniej hossy), to na dłuższą metę rezultaty są co najmniej zadowalające. Podczas gdy od momentu pojawienia się pierwszego sygnału do akumulacji akcji (grudzień 1998 r.) WIG wzrósł o 62 proc., zysk w ramach naszej strategii przekroczył 260 proc. (przed opodatkowaniem).
Kiedy lepiej od rynku?
Charakterystyczne jest, że strategia pozwalała „pokonać rynek” głównie w czasach bessy. W czasie załamania na rynku akcji w latach 2000–2001 model ten pozwolił ocalić cały zainwestowany wcześniej kapitał. Podobnie jest teraz. Podczas gdy od szczytu z połowy 2007 r. WIG runął o 65 proc., kapitał inwestowany w ramach omawianej strategii nie zmienił się.
Niewymagające wielkiego wysiłku śledzenie danych o produkcji przemysłowej i dostosowywanie do nich swoich działań pozwoliłoby nie tylko wygrać z rynkiem, ale także z przytłaczającą większością funduszy inwestycyjnych, które zazwyczaj dość biernie podążają za hossą i bessą (pobierając przy tym niemałe opłaty za „zarządzanie”).
Historyczne wyniki tej strategii można by traktować obecnie jedynie jako ciekawostkę, gdyby nie to, że wraz z opublikowaniem w styczniu grudniowych danych o produkcji przemysłowej pojawił się kolejny sygnał do akumulacji akcji (w grudniu ub.r. wygładzona zmiana produkcji spadła do -4,6 proc.).
Gdyby stosować się do reguł omawianego modelu, należałoby w ciągu pół roku wypełnić portfel walorami w oczekiwaniu na odwrócenie cyklu koniunkturalnego, ożywienie w produkcji i będącą tego konsekwencją zwyżkę na giełdzie. Być może okres spowolnienia jeszcze potrwa (wciąż wiele na to wskazuje), ale dlatego właśnie omawiana strategia zakłada zakupy rozłożone aż na pół roku, a nie jednorazowe wypełnienie portfela akcjami.
Wbrew powszechnym opiniom
Nasz przykładowy model inwestycyjny ma charakter typowo kontrariański, tzn. zakłada działanie niekoniecznie zgodne, a często wręcz odwrotne do opinii panujących na rynku (w uproszczeniu można powiedzieć, że kontrarianie kupują akcje wtedy, gdy ich zdaniem nastroje na rynku są już tak pesymistyczne, że jest duże pole do ich poprawy).
Nie jest więc żadnym zaskoczeniem, że sygnał do akumulacji pojawił się w momencie, gdy w popularnych mediach tematem numer jeden stał się kryzys gospodarczy. Ta sama strategia kazałaby pozbyć się akcji w momencie, gdy nawet ekonomiści byli przekonani o świetnych perspektywach polskiej gospodarki. Mimo to zastosowanie się do tego sygnału pozwoliłoby wtedy ocalić kapitał.